Gruzja – Kazbegi i Droga Wojenna

Możesz również polubić…

9 komentarzy

  1. Pit pisze:

    Pan Wasilij to chyba taki człowiek”Orkiestra”. Widoki super, Łada Niwa też pewnie dała radę…
    Klasztor z prawdziwego zdarzenia.
    Pamiątki regionalne wykonane na miejscu, a nie rzeczy made in Ch… . Przy całym szacunku dla ludzi z Chin.
    Ps. Czyżby jakaś papryczka chilli w wersji max?

  2. jazdadalej pisze:

    To nie jest papryka tylko właśnie orzechy włoskie zatopione w syropie z winogron, które opisujemy w tekście. Zdrowe, smaczne, słodkie i pożywne

  3. Andrzej pisze:

    Ale szczerze…. Przystaliście na nocleg u Vasilija, czy narobił rabanu, wam wstydu i był tak namolny, że dla świętego spokoju poddaliście się jego ofercie ;-). Ja absolutnie nie polecam Vasilija, naganiacz, kłamca. Miałem z nim do czynienia dwa razy w przeciągu 2 lat. Przy negocjacji ceny z innymi oferentami zapewniał, że będzie kolacja w cenie, potem robił raban, że nie proponował tej oferty. Cały pobyt łaził i wciskał kolejne płatne „udogodnienia”. Skłamał ze sklepem bo nam mówił, że należy do niego. Znajomym którzy planowali nocleg w „polish house” zaraz po wyjściu z marszrutki powiedział, żeby spali u niego bo właścicielka „PH” Maja nie żyje! Bawiliśmy się z Gruzinami wieczorem, każdy negatywnie wypowiadał się o Vasiliju. Co tu dużo wymieniać. Po przyjeździe wystarczy w czasie, jak się wykłóca o nocleg i odpycha swoich sąsiadów, wystarczy przyjrzeć na mieszkańców, którzy patrzą na niego jak na ułomnego.

    • jazdadalej pisze:

      Andrzej,
      ostatnio spotkaliśmy znajomego, który również miał z nim do czynienia, tak więc wygląda na to, że Wasilija zna każdy kto pojedzie do Gruzji 🙂
      A co do niego – to prawda, Pan Wasilij był trochę namolny i narzucający się, ale bez przesady. Nie czuliśmy się źle z tym, no ale każdy ma inne granice wytrzymałości. A może spędziliśmy zbyt mało czasu w Kazbegi, by go poznać bardziej… Ciężko powiedzieć. To co zdążyliśmy wyczuć to fakt, że to tutejszy biznesmen, który bardzo dobrze czuje się w tym co robi 🙂 Dla nas było to nowe doświadczenie, nie żałujemy bo zdaje się że chyba poznaliśmy „człowieka legendę” 😉

  4. Jacek pisze:

    Cześć, witam i lewa.
    W jakim miesiącu odbywaliście Wasz trip, planuje w przyszłym roku lekko karkołomny trip na małym cruiserze do Iranu przez Kaukaz, w Gruzji byłem samolotem i drogę widziałem w realu.
    W okolicy granicy poza szutrowym odcinkiem nie jest źle, ale jak było na serpentynach Gudauri?
    W maju panowały tam zimowe warunki, jechałem wypożyczonym Pajero, jestem ciekaw jak ten odcinek przeskoczyć na moto.
    Pozdrawiam.
    Ps. Armenię też znam, przebyłem całą od granicy z Gruzja do granicy z Iranem.

    • jazdadalej pisze:

      Cześć Jacku, my byliśmy w Gruzji w lipcu. Nie było wtedy ani grama śniegu. Nie obawiałbym się tam problemów z przejazdem. My nie mieliśmy najmniejszego problemu z przejazdem. Zazdroszczę planów! Kiedyś też chcielibyśmy odwiedzić Iran

  5. Jacek pisze:

    Acha, Wasilija wszyscy znają, też u niego w Stepancmidzie nocowałem, ten człowiek wyrasta z pod ziemi 🙂
    Na Cminde Samebe jednak wjeżdżałem sam.

  1. 19 maja 2016

    […] którym dziesięć minut wcześniej mieliśmy przyjemność się kąpać, ale o tym w poprzednim tekście). Uroku dodają zalesione zielone zbocza gór schodzące bezpośrednio […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Translate »